TIMM – nowy magazyn w sercu Karkonoszy

Witajcie! Po wakacyjnej przerwie czeka na Was edycja specjalna: post-recenzja nowego magazynu, który powstał w Karkonoszach. Na ogół piszę o studiowaniu, tłumaczę genetykę i poruszam kontrowersyjne tematy naukowe. Dzisiaj postanowiłam, że od czasu do czasu wrzucę taki typowo lokalny post, tylko w języku polskim ponieważ według statystyk, wielu czytelników tego bloga pochodzi z okolic Jeleniej Góry lub Wrocławia. Kiedy po rozdaniu dyplomów przyleciałam do domu natknęłam się na bezpłatny magazyn TIMM i już na pierwszy rzut oka spodobała mi się jego oprawa graficzna. Dobra jakość papieru, matowa okładka ze zdjęciem Śnieżki autorstwa Tomasza Szywiela (@jelenia_jest_spoko) i atrakcyjny spis treści w pięć sekund zachęciły mnie do zagłębienia się w lekturę. Pomyślałam wtedy, jeżeli artykuły naprawdę mi się spodobają, to chciałabym przyczynić się do promocji tego magazynu, ponieważ bardzo podobają mi się lokalne inicjatywy.

W pierwszych stronach poznałam redaktora naczelnego, który pod pseudonimem Luis Timm rok temu wydał książkę pt. Proste Rzeczy a w 2018 postawił na lokalnych artystów, przedsiębiorców i innych „content creatorów”. Później odkryłam niezwykle utalentowanego Igora Dobrowolskiego, którego pracami zachwycają się Hollywoodzkie gwiazdy. Wywiad Luisa z Igorem jest przepełniony emocjami, a czyta się go jak rozmowę między dwoma dobrymi kolegami. Spodobał mi się również artykuł-reklama American Burgera, którego możemy skosztować już w trzech różnych lokalizacjach. Przyznam się, że nigdy tam nie byłam, ale ślinka leci na sam widok bułek i sosów. Odwiedzę z pewnością, szczególnie jeśli mają w menu wegetariańskie opcje.

Co warto zauważyć, TIMM tworzą blogerzy i autorzy w większości pochodzący z Karkonoszy.  Kiedy czytałam artykuł Eweliny Orzech (@oneway2freedom) czułam jakby łączyło nas nie tylko imię, lecz również przeżycia związane z emigracją. Bardzo prawdziwe, życiowe relacje zaproszonych kobiet, które podkreślają to co ja zawsze powtarzam – każdy kraj jest inny i bardzo trudno porównać, który jest lepszy. Trawa zawsze jest bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma.

Matyldy Kozakiewicz (@segritta) nie trzeba nikomu przedstawiać i bardzo miło było zobaczyć w naszym lokalnym magazynie blogerkę takiego formatu. Artykuł lekki, humorystyczny, bardzo przyjemny. Przyznam się, iż po jego przeczytaniu zatęskniłam za stylem Matyldy i czym prędzej wparowałam na blog segritta.pl, by nadrobić zaległości w wakacyjnych postach.

Jednym z najbardziej zaskakujących artykułów okazał się ten napisany przez Marcina Kaczmarka (@rzeczoczywistapolska). Na początku zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, a wpis wciągnął mnie tak, iż z wrażenia przypaliłam poranną owsiankę.

Anita i Paweł prowadzący instagrama @101countriesbefore50 oczarowali mnie swoimi zdjęciami z wypraw. Jeśli jeszcze ich nie śledzisz to zacznij koniecznie! Podróżniczy bzik nie pozwoli mi wprowadzić się do Monachium bez wizyty nad Lago di Braies w najbliższej przyszłości.

Skoro jesteśmy w temacie podróży, od dawna śledzę rosnącą popularność bloga zbierajsie.pl, którego współautorką jest siostra mojej koleżanki z czasów szkolnych – Magdalena Piotrowicz-Zbieraj. Blog we wspaniały sposób pokazuje nam, iż podróżowanie z dzieckiem nie jest udręką, a aktywnie czas można spędzić nawet w centrum Wrocławia. W TIMM znajdziecie artykuł, w którym urodzona i zakochana w Karkonoszach @mama_zbierajsie dzieli się przemyśleniami na temat mieszkania w wielkim mieście.

W magazynie nie zabrakło również tematów damsko-męskich, kiedy Karolina (@odnova_net.blog) tłumaczy co robić, by mąż (lub żona!) nie grał nam na nerwach. Dodatkowo Jan (@stayflypl) radzi nam kiedy jest ten idealny moment… na wszystko co sobie zaplanowaliśmy.

Kiedy budzi się we mnie minimalistka? Za każdym razem, gdy znowu muszę się przeprowadzać i pakując dziesiąte pudło zastanawiam się, kiedy zdążyłam nagromadzić tyle przedmiotów. Od lat minimalizuję swoje „living space” i bardzo dobrze się z tym czuję. Natomiast od niedawna zaczęłam też minimalizować swój styl życia, myśli, plany, listy rzeczy do zrobienia… dlatego artykuł „Odpuść sobie, proszę!” był dla mnie strzałem w dziesiątkę! Jeżeli nie znacie Katarzyny (@simpliciteblog) i jej bloga simplicite.pl, koniecznie na niego zajrzyjcie. Obiecuję Wam, że pokochacie jej styl i podejście do życia.

Jednym z największych odkryć numeru był dla mnie @podziaranytata. Nie śledzę blogów parentingowych z wiadomych przyczyn (do dzieci mi jeszcze daleko), lecz jego artykuł o obdarowywaniu dzieci poświęconym im czasem, a nie prezentami bardzo mnie zaciekawił. Pomysł ze zrobieniem rakiety NASA z kilku pudeł i białego sprayu to tylko jeden ze sposobów pokazywania dzieciom jak wspaniała jest nauka oraz postępy techniki. Zadowalając pociechy tabletami i bajkami 24/7 zatracamy w nich ciekawość świata, która tak bardzo przydaje się w życiu codziennym, szkole czy pracy. Wszystkim zapracowanym rodzicom z całego serca życzę: odnajdźcie w sobie marzenia z dzieciństwa i polećcie w kosmos z córką lub synem;) Podziaranego tatę już śledzę na Instagramie, a Ty?

Czy jest tutaj ktoś, kto tak jak ja pięć razy zaczynał habit trackery, mood trackery i fitness trackery i kończył po tygodniu zapominając uzupełnić połowę z przygotowanych tabel? Witam w klubie. Uwielbiam planować każdy dzień lecz na papierze zwyczajnie mi to nie wychodzi. Zastanawiałam się nad dobrą aplikacją w telefonie (jakieś polecenia?), aż w TIMM trafiłam na artykuł @ostraostrowska z dopracowani.pl i na nowo zainspirowałam się monitoringiem. Serce się raduje, gdy czytam wpisy pracowitych, a zarazem szczęśliwych kobiet.

Osteopata faktycznie brzmi jak specjalista od osteoporozy, natomiast w rzeczywistości jest to lekarz z magisterką z fizjoterapii, który kończył czteroletnie szkolenie zakończone dyplomem. Osobiście wykaraskałam się już z wcześniejszych kontuzji i fizycznie czuję się bardzo dobrze. Natomiast moja mama cierpiąca na ból kolana po przeczytaniu artykułu Marcina prowadzącego własny gabinet Fizjoterapii i Osteopatii w Jeleniej Górze zapisała się na pierwszą wizytę. O efekty możecie pytać w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Co powiecie na wegański sernik z awokado i limonką? Kto śledził mnie na Instagramie widział, iż spróbowałam swoich sił jako dobra pani domu używając przepisu z @ciasteczkolandia na ostatnich stronach magazynu. Wielu z Was prosiło mnie nawet o przepis! 😉 Ciasto wyszło lekkie, przepyszne i nawet polubił się z nim mój dość wymagający żołądek. Jednym zdaniem – w wolnej chwili wypróbuję kolejnych przepisów Agnieszki, bo naprawdę warto.

Dzięki dużym i atrakcyjnym reklamom dowiedziałam się, iż na terenie podgórzyńskich stawów pojawiła się nowa restauracja – Aquakultura. Nie omieszkaliśmy jej nie wypróbować ponieważ jej industrialny wystrój kusił ze zdjęć niczym poobiednie cappuccino w deszczowe popołudnie. Nasze pierwsze wrażenie nie było najlepsze, ponieważ mimo wielu kelnerów przechodzących obok naszego stolika w umówmy się nie przepełnionej klientami restauracji musieliśmy czekać jakieś 5 minut aż ktoś sprzątnie resztki ryby i brudne talerze sprzed naszych nosów, po czym na złożenie zamówienia musieliśmy czekać kolejne pół godziny (przy tym niektórzy klienci wokół byli obsługiwani w normalnym tempie a inni czekali tak jak my). Same dania oraz deser smakowały naprawdę przepysznie i chylę głowę każdemu kucharzowi, który tam pracuje ponieważ zarówno wygląd jak i jakość przyrządzonej rybki były 10/10. Chwała Wam za to, bo danie umiliło mi resztę wieczoru. Co do obsługi to niestety czeka ich jeszcze sporo szkoleń aby kunszt kelnerski dopracować na poziomie reszty lokalu. Kiedyś dorabiałam w Anglii jako kelnerka i uczono mnie, iż uśmiech od ucha do ucha to podstawa, zamówienie przyjmuje się jak najszybciej aby klient nie czuł się pominięty i nigdy absolutnie przenigdy nie wraca się do kuchni z pustymi rękami, ponieważ po drodze zawsze można sprzątnąć jakiś stolik. Przydałby się również kurs robienia Matchy, ale to już drobne niuanse, do których nie będę się przyczepiać. No cóż, damy Aquakulturze jeszcze jedną szansę, ponieważ bardzo chciałabym spróbować zupy z krabów i ryb, może do tego czasu kelnerzy przejdą szkolenia i moje doświadczenie będzie o wiele bardziej pozytywne.

Na koniec chciałabym serdecznie pogratulować Luisowi i wszystkim zaangażowanym tak dobrego pierwszego magazynu. Liczne legendy, reklamy eventów i miejsc bardzo się przydały, szczególnie podczas wakacji kiedy jestem dłużej w Polsce i mogę skorzystać z atrakcji okolic z całą rodziną. Wybór blogerów i artystów był pierwszorzędny, chciałabym zobaczyć więcej lokalnych twórców i ich historie. Jako osoba, która wychowała się w Karkonoszach i chętnie do nich wraca jestem przeszczęśliwa, że powstała taka inicjatywa na wysokim poziomie dla ludzi takich jak ja – głodnych wiedzy, chętnie poznających innych blogerów i odkrywających Karkonosze na nowo. Jedynym małym minusem jest ilość literówek, która trochę kłuła w oczy. Natomiast pomysł na wydanie wersji elektronicznej skradł moje serce, ponieważ jest szczególnie pożyteczny dla ludzi mieszkających za granicą oraz lub tych, co chcą przejść na styl życia „paperless”. Mam nadzieję kochani, iż nie obniżycie poprzeczki, którą sobie wysoko postawiliście pierwszym magazynem i z przyjemnością przeczytam kolejny numer.