Influencerzy na wakacjach

Od ostatniego wpisu minęło już kilka miesięcy. Miałam zamiar napisać pierwszy wpis pt. „Czego nauczył mnie trzeci rok doktoratu”, ale jednak najpierw napiszę tekst o tym, czego nauczyło mnie życie podczas pandemii w ostatnich tygodniach. Pod moim ostatnim postem na IG wywiązała się ciekawa dyskusja, która pokazała mi jak ogromna jest skala problemu. Raczej rzadko obserwuję, co znane osoby robią na Instagramie, ale to co dzięki Wam zobaczyłam wczoraj, zniszczyło moje pojęcie na temat ludzkiej przyzwoitości.

Czasem cierpkim spojrzeniem darzę ludzi, który mówią na mnie „influencer”. Bardziej pasuje mi rola ekspertki czy popularyzatorki nauki. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że nie chcę być utożsamiana z patoinfluencerami, szczególnie z kręgów okołomedyczynych, którzy teraz podczas trzeciej fali pandemii szturmem ruszyli na Teneryfę czy Malediwy. Pato – ponieważ promują oni zachowania nieodpowiednie do sytuacji, karmiąc foliarzy w swoich teoriach spiskowych. Wiem, że są to osoby zaszczepione, ale nie mamy jeszcze dowodów naukowych na to, że osoby po uzyskaniu odporności nie przenoszą wirusa i nie przyczyniają się do jego dalszego mutowania. Teraz mamy właśnie najważniejszy moment pandemii – próbujemy wygrać z czasem i zaszczepić wszystkie chętne osoby, zanim wirus zmutuje się tak, że szczepionki sobie już z nim nie poradzą. Teraz niewyjeżdżanie jest bardzo bardzo ważne. Rząd brytyjski potraktował to na serio i zakazał wyjazdów na wakacje pod groźbą kar pieniężnych. Nie jestem zwolenniczką kar i nakazów, ale jeśli ludzie nie potrafią mieć jednego roku bez zdjęć z wakacji na feedzie to nawet kary są dobrym rozwiązaniem.

Pozwólcie, że pozostawię bez komentarza pobyt naszych gwiazdek w miejscach, w których neguje się istnienie wirusa, np. na Zanzibarze. Zeszłoroczna akcja #ZOSTAŃWDOMU przy 400 zakażonych dziennie to komedia w porównaniu do akcji rzucam wszystko i lecę na Malediwy przy 35 000 nowych przypadkach dziennie. Społeczeństwo prowadzi się do samodestrukcji, a liderami są osoby z mojej branży i z branży medycznej, które od momentu zachorowania lub zaszczepienia zapomniały czym jest wirus. Jak widać, brakuje edukacji naukowej nawet wśród największych autorytetów medycznych. Mamaginekolog zawiodła mnie przeokrutnie, a rok temu przez dwa miesiące była zamknięta w mieszkaniu. Znam lekarki o dużo mniejszych zasięgach na IG, które przechodzą stany depresyjne, ale nadal pracują (patrz @lekarka_od_7_bolesci) i przykro mi patrzeć, że mamy wobec tych środowisk podwójne standardy. Lekarz powyżej 100 000 obserwatorów może latać gdzie chce, a mniej znany lekarz jest w szpitalu wyzywany, bo nie przyszedł do pacjenta na czas.

Każdy potrzebuje urlopu, każdy ciężko pracuje i nie mam nic przeciwko wyjechaniu sobie do wynajętego domku gdzieś na wsi czy wynajęciu campera. Wakacje można odbyć w kraju, przy nieco gorszej pogodzie ale z głową. Nie mutując genomu wirusa na lotniskach i nie przywożąc do nas nowych wariantów z Zanzibaru. Jeśli kiedykolwiek wywinę Wam – moim obserwatorom i czytelnikom taki numer, że w dobie pandemii wyjadę promować swoje letnie ubrania do ciepłych krajów to proszę Was, od-obserwujcie mnie natychmiast. Nigdy nie chciałabym być popularną pipką, która mówi jedno i robi drugie.

Jeśli ktoś ma tak ogromną potrzebę wyjechać z Polski to niech wyjedzie dla siebie, po cichu, bez chwalenia się. Nie normalizujmy patologicznych zachowań. Inni nie mogą, bo nie są jeszcze zaszczepieni albo stracili prace i nie stać ich na rachunki. Niedawno kupiłam auto, prosto z salony, ale patrząc na sytuację innych Polaków robi mi się przykro i nie pokazywałam online mojego nowego dobytku. Kupno auta wprawdzie nie niosło za sobą żadnego ryzyka zarażenia wirusem, ba… moje podróże do Polski jeśli by się odbyły byłyby o wiele bardziej bezpieczne niż transportem zbiorowym. Ale ja mam pracę, w której jestem potrzebna, bo pracuję nad nowymi lekami na COVID-19 i mnie nie zamknęli. Z szacunku do tych, których ostatni rok potraktował tragicznie, którzy stracili pracę – nie chwaliłam się nowym zakupem. To było coś co zrobiłam dla siebie, a nie na pokaz.

I kiedy widzę pod postami patoinfluencerów „dobrze, że chociaż dzięki Tobie zobaczymy trochę plaży, super że poleciałeś/aś” to tak myślę, że jakby to brzmiało u mnie? „Dobrze, że chociaż u Ciebie na profilu mogę pooglądać ładny nowy samochód, mój musiałem sprzedać bo nie stać mnie na rachunki po zamknięciu gastro”. Nooo… nie to jest po prostu mentalny masochizm.

5 thoughts

  1. Dziękuję za ten wpis! Będę go polecać wszystkim, którzy myślą że popularna pani ginekolog (która ginekologiem nie jeszcze nie jest) jest po prostu nieodpowiedzialną osobą, wyjeżdżając w ciągu roku w kilka destynacji – z dwójką dzieci i nie przestrzegając lokalnych zasad dotyczących dystanu, meseczek, etc. Zresztą, nie ona jedna, więc nie zdziw się jeśli dużo osób trafi na Twój post, bo nie będę się hamował w linkowaniu go!

    Polubienie

  2. Bardzo dziękuję za ten niezwykle rzeczowy i wyważony wpis. Sama nie mam wykształcenia medycznego, ale informację o Covid staram się czerpać z naukowych źródeł, czytam mądrzejszych od siebie i dopiero na tej podstawie formułuje własne wnioski. Jeśli fakty naukowe mówią, że podróże zagraniczne są odpowiedzialne za mutowanie wirusa, to należy przyjąć to do wiadomości. Wszelkie tłumaczenia osób, które mają to gdzieś i wygrzewają się w odległych zakątkach, są poprostu śmieszne. To tak, jakby wpierać komuś, że czarne jest białe. A że są to również osoby z dyplomem lekarza wcale mnie nie dziwi. Sama mam w swoim otoczeniu lekarzy, którzy np wypierają fakt istnienia wirusa, są zagorzałymi przeciwnikami szczepień itp.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Świetny artykuł. Rzeczowe i mądre spojrzenie na obecną sytuację. Tchnęło we mnie nadzieję, że są jeszcze ludzie nie oderwani od rzeczywistości. Potrafiący samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski. A do tego dzielą się swoimi przemyśleniami w sieci. Dziękuję.
    PS. Mameginekolog już dawno przestałam obserwować, właśnie z uwagi na to, że jednych karci, a innym pobłaża za te same błędy. Kiedyś negatywnie wypowiedziała się o @Mamielekarz, która nieświadomie wykorzystała nie swój przepis na danie, podając go jako autorski. Gdy zaś Jessica Mercedes sprzedawała swoim klientom t-shirty, twierdząc że są w 100% wyprodukowane w Polsce, a okazało się, że sprowadziła je z Maroko, wówczas pani Nicole zachwalała ich jakość pomimo wszystko. Przykre…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s